Wszechświat daje Ci znaki 22/02/2012
Wszechświat daje Ci znaki. Stale, codziennie, co chwilę. Widzisz je? Słyszysz? Czy bezmyślnie przechodzisz obok, udając sama, sam przed sobą, że nic tam nie ma? Ale jest...Tekst reklamy w radiu, billboard, który widzisz wszędzie, słowa, które niby przypadkiem słyszysz w rozmowach w autobusie, albo tytuły gazet mijanych w kioskach? Tam wszędzie jest dla Ciebie wiadomość. Wiadomość, którą tylko Ty jesteś w stanie dostrzec, i tylko Ty jesteś w stanie zrozumieć. I tylko Ty możesz zdecydować, czy chcesz za tymi wiadomościami podążać i co z nich dla siebie weźmiesz. Zobacz. To już bardzo dużo. Add Comment Tydzień z Aniołami 17/02/2012
Po internecie krąży anielski rytuał - jeśli chcesz, możesz na 5 dni zaprosić Anioły do swojego domu i w tym czasie prosić o różne rzeczy, uzdrawiać czy ogólnie pracować nad sobą. Anioły możesz dostać od kogoś, kto je wcześniej gościł i warto przekazać je komuś dalej. Do spotkania z nimi można się odpowiednio przygotować, zapisać trzy życzenia i włożyć do koperty i może się spełnią. Takie tam - anielskie szmery bajery ;)Nie jestem wielbicielką łańcuszków, ale od wielu, wielu lat mam przekonanie, że jestem otoczona Boską Opieką, więc Anioły przyjęłam chętnie, acz z niepewnością - co ja z nimi przez 5 dni będę w domu robić?? Co będzie jak nie będę ich umiała obsłużyć, obrobić i ogarnąć. Wszak taki Anioł to nie pies, którego na spacer, na kupę, nakarmić, pobawić i spać...no ale nic to przyjmę, zobaczę co się stanie, a jakby co to będę udawać, że nic z tym nie mam wspólnego. No więc przygotowałam oprzyrządowanie, wymyśliłam życzenia, odprawiłam rytuał powitalny i..anielski tydzień zaczął się od tego, że zepsułam samochód, nie mając nawet prawa jazdy! Zajebiście! A jedna ze spraw, które zdecydowałam się powierzyć Aniołom dotyczyła finansów. No to super - myślę - zajebiście się zaczyna. Jak tak dalej pójdzie to do końca tygodnia pod mostem wyląduję i w sumie bardzo mnie to nie zdziwi. Potem zaczęły się dziać małe cuda - tu gdzieś kwiatka znalazłam, tam piórko na mnie z nieba spadło - niby nic, ale jak na to zwracasz uwagę i łączysz fakty to możesz zobaczyć związek. Nie wiem co tu jeszcze napisać, bo to mój proces i chcę, żeby został tylko dla mnie, tak samo jak to, co się dzięki niemu wydarzyło. A wydarzyło się sporo - przypatrzyłam się sobie w różnych obszarach życia, codziennie spędziłam chwilę tylko ze sobą, popatrzyłam na moją historię, wpuściłam miłość do bolących wspomnień, dostałam inspiracji, co mogłabym robić, a cały tydzień zakończyłam grą Satori podczas której opowiedziałam o rzeczach dla mnie trudnych i doświadczyłam, że nie jestem sama z problemami. Mało? Można to zrobić i bez Aniołów? Na pewno!Każda terapia na tym polega! To co ja zobaczyłam dla siebie to to, że dzięki temu małemu rytuałowi skupiłam energię tam, gdzie potrzebowała być skupiona i zobaczyłam, że sama z siebie mam dostęp do jakiejś dobrej mocy, że jestem otoczona opieką i że w razie czego mam się gdzie zwrócić. Bo Anioły mnie chronią. Wiem to. I Ciebie też, wiesz? Dorastałam w przekonaniu, że lepiej jest dawać niż brać. A może przyszłam na tą ziemię już z takim przekonaniem...Branie zawsze kojarzyło mi się z czymś złym, nagannym, z chciwością, zachłannością, a fe! Jednocześnie jednak chciałam coś tam czasem dostać, no bo w sumie, czemu nie?...Ale zawsze miałam w głowie, że najpierw muszę coś dać, żeby móc coś otrzymać. Nie ma nic za darmo, prawda? Zawsze jest jakaś cena - mówią do mnie moje przekonania. No więc daję, daję (oczywiście innym, nigdy sobie), wypruwam z siebie flaki, daję rodzinie, znajomym, krewnym, mężczyźnie, psu, daję, daję, aż mnie szlag trafia pewnego pięknego dnia. Albo zaczynają mnie boleć zatoki, jak dzisiaj. I najpierw nie zastanawiam się nawet, że może te zatoki, to nie tylko z powodu złego jedzenia i nienoszenia czapki...a potem gdzieś czytam, że ból zatok to zablokowana złość. I wszystko układa się w jedną całość. Daję, chociaż nie chcę tyle dawać, nawet czasem widzę że to, co daję, niekoniecznie jest przyjmowane z radością. Ale daję, bo tak trzeba, należy, a kobieta to w ogóle powinna karmicielką być. Daję, daję, daję i znowu któregoś dnia zaczynam widzieć, że wkurwia mnie to moje dawanie. Po prostu mnie wkurwia. Nie czuję, że mam dla siebie, ale flaki sobie wypruję, żeby dać drugiemu i znienawidzę go jak nie chce przyjąć...no a poza tym - co ja jemu/jej mogę w takim stanie dać? Tylko te wyprute flaki właśnie. Nic przyjemnego, chociaż będę chciała myśleć, że daję kwiatki i stokrotki. Co więcej, będę wymagać wdzięczności za to co dałam, bo przecież poświęcam się, DAJĘ DO JASNEJ CHOLERY. Ja Ci tyle dałam a ty co? Jak mi się odwdzięczasz - wrzasnę któregoś dnia z kompletnym poczuciem bycia wykorzystaną. I będę oczekiwać wdzięczności - ze złością i skrywaną agresją. Ja się poświęciłam dla Ciebie to i Ty się poświęć! Co ja z tego życia miałam i to wszystko przez Ciebie! W ogóle nie doceniasz! - będę wrzeszczeć za 20 lat na moją córkę albo syna, a na pewno na męża. A w środku będę mieć rozpacz. Chyba, że wybiorę inną drogę.Na początek - tylko na próbę. Chyba, że założę, że mogę przyjąć, mogę otrzymać, nawet brać mogę. I że to jest w porządku. Że mogę dać sobie najpierw, żeby mieć dla siebie i jak już poczuję, że mam i że to co mam mnie karmi i pozwala rosnąć, wtedy dam. Przestanę wierzyć, że najpierw trzeba dać, żeby dostać i powiem sobie, że najpierw chcę dać SOBIE, żeby otworzyć się na to, żeby coś dostać od kogoś i móc dać coś dalej.Może wtedy przestanę oczekiwać, że jeśli ja wypruję sobie flaki dla kogoś, to ktoś wypruje sobie flaki dla mnie. Tak naprawdę nikomu nie jest do twarzy z wyprutym flakiem ;) Dawanie - jest otrzymywaniem. Otrzymywanie - jest dawaniem. Wszystko jest wszystkim, a świat jest cały dla nas. Mam wybór ile daję, tak samo jak mam wybór - na ile się otworzę na przyjmowanie. Mogę powiedzieć NIE, jeśli nie chcę dać, moge postawić granice. Mogę przestać zgadzać się na to żeby różne sępy karmiły się tymi moimi flakami. Mogę. A jednak tu wracasz...czemu właściwie? 16/02/2012
Rozmawiałam dzisiaj na fejsbóku z wirtualną znajomą - tak o wszystkim, o tym, że jestem teraz na etacie, że praca jak to praca, że zamknęłam Dom Kobiet i dlaczego, o tym, że temat kobiecy jednak ciągle wraca...i ni z tego ni z owego Gosia napisała mi kilka słów o..moim pisaniu,o blogu, który tu wcześniej istniał, o tym, że to co pisałam miało jakąś wartość dla ludzi.. To mnie jakoś w środku poruszyło, przypomniało taką 15-letnią Agniechę, która komuś powiedziała "najbardziej chciałabym żyć z pisania". Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że istnieją szkolenia:):):) I Gosia napisała "daj sobie przestrzeń"...weszłam na stronę ze statystykami odwiedzin Domu Kobiet i ze zdziwieniem zobaczyłam, że mimo, że od miesięcy nic się tutaj nie dzieje, są osoby, które dalej tu wchodzą...Zaskakujące..Czyli coś tu było, a może jest dalej, co przyciąga Cię tutaj...coś widzisz w tym dla siebie... No więc dobrze, spróbujmy. Od kiedy zamknęłam DK staram się żyć według zasady, żeby najpierw dać sobie to, co chcę dawać innym, więc niech tak będzie...może oboje/obie na tym skorzystamy...ja dam sobie przestrzeń do ożywienia mojego pisania (bo pisanie ma dla mnie wielki sens, chociaż sama nie wiem dlaczego), a Ty bierz sobie stąd co uważasz za potrzebne..nie wiem czemu jakoś mnie to wzrusza, ale... Witaj, witaj ponownie:) Nowy początek? 30/09/2011
Dalej nie wiem, co dalej, ale coś mnie pcha, więc robię - poprawiam stronę, wrzucam informacje o Satori...nie spieszę się, bo i po co. Wszystko dzieje się dokładnie tak, jak ma się wydarzyć. Chciałabym też mężczyzn w Domu Kobiet - tych myślących, sięgających głębiej, patrzących inaczej...więc być może DK przestanie być DK? A może po prostu otworzy swoje bramy dla tych, którzy nie obawiają się bycia z kobietami...Myślę, a właściwie nie myślę, tylko po prostu idę tą ścieżką krok po kroku, powoli, jak w tym poemacie na głównej stronie - z uwagą i cierpliwością. I wiem, że odpowiedzi na pytania, których nawet nie umiem zadać, przyjdą.Daję czasowi czas. Po co jesteś? 25/08/2011
Zastanawiałaś się nad tym kiedyś? - po co jesteś na tym świecie? Co masz dać od siebie, jaką masz misję do wypełnienia? Być może to wszystko górnolotnie brzmi, ale może właśnie jest tak, że życie nabiera głębszego sensu, kiedy zaczynasz czuć, że wiesz po co jesteś. Nie wiem czy dzieją się wtedy cuda, zaczynasz świecić w ciemnościach, ale coś na pewno się zmienia. Kiedy zaczynasz wiedzieć po co jesteś, jakoś mniej porównujesz się z innymi, bardziej doceniasz siebie, to jaka jesteś. Jednocześnie masz w sobie trochę więcej wyrozumiałości i spokoju. Jak to zrobić? Jak się dowiedzieć po co jesteś? Wydaje mi się, że są co najmniej dwie drogi, albo trzy, albo cztery :) Możesz: zapytać innych, oni na pewno będą mieli mnóstwo pomysłów na to, kim masz być. Pytanie czy to będą twoje pomysły? Możesz zapytać siebie, a nawet zamknąć się w jaskini i siedzieć póki nie będziesz wiedziała. Nie pytaj skąd w międzyczasie wziąć pieniądze na rachunki i jedzenie, ani kto odprowadzi dzieci do przedszkola :) Kolejna droga to obserwowanie, kiedy czas znika. Czas znika, kiedy robisz coś, co przychodzi Ci z łatwością, co uwielbiasz, mogłabyś to robić ciągle, nawet za darmo. To te momenty, kiedy robisz coś dlatego, że masz z tego radość, a nie tylko dlatego, że pochwalą, zganią czy zapłacą. Obserwuj siebie wtedy, działaj i przypatruj się sobie w działaniu i wyciągaj dla siebie wnioski. Szukaj tego czasu, kiedy więcej czujesz niż myślisz, kiedy Rzeczywistość przepływa przez Ciebie jak lekki górski strumień. To może być TO. Co dalej z DK? 20/07/2011
Dostałam w ostatnim czasie kilka maili, wiadomości i telefonów z pytaniem, czy będą się odbywać warsztaty dla kobiet w ramach DK. Najpierw mnie to zdziwiło, potem ucieszyło, a na końcu zastanowiło. Odpowiedź brzmi: nie wiem. Bardzo dużo rzeczy zmieniło się w ostatnim czasie w moim życiu i w mojej głowie i czas, który teraz nastał wykorzystuję przede wszystkim na odzyskanie siebie, na zastanowienie się co dalej. Bo nie mam jeszcze ostatecznego pomysłu, i nie mam w sobie odpowiedzi na pytanie: czy chcę kontynuować działania DK, jeśli tak, to w jakiej formie? Nie wiem. I na razie mi z tym dobrze:) Nie odgapiaj! 17/05/2011
Przez całe moje dotychczasowe życie tak się jakoś działo, że zawsze miałam obok siebie koleżankę-papugę. Koleżanka-papuga, zwana w czasach dziecięcych odgapiarą, robiła to, do czego Siła Wyższa w moim życiu ją przeznaczyła - odgapiała. Nienawidzę odgapiania! A ona odgapiała wszystko, co było możliwe, w zależności od danego etapu życiowego - najpierw to była sukienka na komunię, którą miała taką samą jak ja, później "przypadkowo" ten sam kolor pierwszy raz zafarbowanych włosów. Kolejna przyjaciółka spapugowała kierunek studiów, który nigdy jej właściwie nie interesował, a następna już coś więcej - moją życiową pasję i - o zgrozo - zaczęła w niej odnosić sukcesy. Chodzi mi ten tekst po głowie od jakiegoś czasu, a właściwie od momentu, kiedy zamknęłam firmę. Zamknęłam firmę, poinformowałam świat i zaczęłam się zastanawiać - co następnym razem mam zrobić, żeby wyszło. Bo następny raz nieuchronnie nastąpi - wcześniej czy później, być może w tematach kobiecych, a być może w innych. No więc co jest potrzebne, żeby wyszło - nie tylko w sensie realizowania swojej pasji, ale też realnego zarabiania na tym. Pytanie, czy to w ogóle możliwe? Jak reagujesz na kryzys u sąsiada? 14/04/2011
Komuś się nie udało...Nie - nie Tobie!U Ciebie jakoś leci. Koledze, koleżance, znajomej, znajomemu, a może komuś z rodziny - coś nie wyszło. Co z tym robisz? Jak na to reagujesz? Co to mówi o Tobie?Przypatrz się...
| Jestem Agnieszka i...
piszę o rozwoju, bo lubię pisać o rozwoju, a jeśli moje pisanie się komuś przysłuży to będę się bardzo cieszyć:) ArchiwumFebruary 2012 O czym piszę?
All |




